robótki ręczne... czy też hobby... czy sposób na życie... czy też ot, tak sobie... kontakt: coto.patchwork@gmail.com
poniedziałek, 16 lutego 2009

Witam....

Oto przyczyna mojej nieobecności tutaj:

Taka sierota, przygarnięta przez nas...

Psina piękna tylko w strasznie opłakanym stanie... A tak bardzo spragniona miłości i wierna człowiekowi!

W tak zwanym międzyczasie udało mi się uszyć kolejną torbę dla córci. Jest ogromna i mieści się w niej duuuuużo ciekawych, babskich rzeczy!  Ale sprawiła mi trochę kłopotów w trakcie szycia. A mianowicie w części, w której zbiegają się wszystkie "strony świata" czyli pasek, końcówki torby i zamka - połamałam tysiące grubych igieł, by to wszystko razem jakoś do kupy zebrać. Nie wiem, co wymyśleć aby w przyszłości szyło mi się lepiej takie grubaski...

Najbardziej z całej tej torby podobała mi się (nieskromna jestem!) podszewka! Całkiem ładna bawełenka na to została przeznaczona - w takim pięknym "mroźnym" klimacie. Kieszonki są takie zwykłe, bez zamka - mi i tak jest ciężko obsługiwać w torebce kieszonki z zamkami i przeważnie są porozpinane.

A że torebka jest córci... to i ja będę z niej czasami korzystać!

A teraz.....

TADAMMMMMM!

Skończyłam serwetę dla Moni. Było po drodze kilka zmian, między innymi kształtu całości. Pierwotnie miała być kwadratowa a na finał - prostokątna. Ma wymiary 50 na 100 cm. Zrobiona jest z nici w kolorze "krem". I dzisiaj już ją wysłałam. Mam nadzieję, że się spodoba.

Jeden elemencik musiałam wymienić przed wysłaniem. Okazało się po wypraniu i wyprasowaniu, że jeden jest dużo większy od pozostałych!? Niesamowite... Na zdjęciu jeszcze widać ten duży element - ale zapewniam, że już go tam nie ma!

Kolejny temacik to moje ptaszynki. Za oknem! Okazuje się, że wróbelki zimą nie pogardzą nawet skórką boczku dla sikorek! A to spryciule!

 

Całe szczęście, że sikorki też przylatują. A dla wróbelków tam obok leżą różne ziarenka. Ale widocznie miały akurat ochotę na coś bardziej kalorycznego!

Z sobotniego spaceru z pieskami przyniosłam bazie!

Chyba wiosna już blisko!!!

 

12:33, rysanka
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 stycznia 2009

Zdjęcie tej trzeciej kosmetyczki. Tej już bardziej prostej.

 

I przyznam się, że przy tej już trochę zaszalałam i  wszyłam zupełnie inną podszewkę! Jest to kawałek "czegoś"  podobnego do firanki, z błyszczącymi paseczkami niebiesko-żółtymi.  Jest to bardzo sztywne i prześwitujące. Dlatego też doszła warstwa białego płócienka pod spód. Nie wiem, czy nie wyszło to zbyt kiczowate....

 

 

środa, 21 stycznia 2009

Od wczoraj ćwiczę szycie kosmetyczek! Uszyłam już trzy. Oczywiście ta pierwsza jest  hmmmmm..... troszkę krzywa. Druga już mniej a ta trzecia nawet nadaje się na prezent! Tak sobie myślę, że jakbym tak posiedziała jeszcze kilka dni, to może w końcu coś w miarę eleganckiego umiałabym uszyć.... Taaaaak. Nadzieja......

 

 

 

To jest właśnie pierwsza kosmetyczka.... Materiał jest taki błyszczący a kolorki takie jak na zdjęciu. Tkaninki użyte do tych ćwiczeń pochodzą od koleżanki z forum, której tutaj serdecznie dziękuję! 

 

 

A to druga... 

Trzecią wkleję może jutro, bo muszę zrobić fotki. 

I wieczorkiem dorobiłam jeszcze kilka elementów do Monisiowej serwety. Zaraz będę na półmetku.  To dobrze. Bo Monisia mnie zabije: ileż to można czekać na zamówioną serwetę?!

 

 

A to moje pieseczki! Żeby nie było tak monotonnie tutaj.... 

 

Przypomniało mi się jeszcze, że robiłam doświadczenia również w kuchni! Zachciało mi się upiec bułeczki, takie z przyprawami. Żadna to nowość, bo w większości barów takie podają. Ale ja chciałam sama... Ot, takie wariactwo.

Składniki bułeczek:

pół paczki drożdży świeżych

pół kilograma mąki pszennej

jedno jajo

szklanka ciepłego mleka

łyżka oleju

przyprawy: sól, odrobina cukru, majeranek, oregano, czosnek granulowany i ziarna słonecznika

Z drożdży zrobić rozczyn. Dodać mąkę, jajo, resztę mleka i przyprawy. Wyrobić - nie trzeba za długo. Na papier do pieczenia kłaść kule. Poczekać trochę, żeby wyrosły. Posmarować bułki rozmąconym jajem lub oliwą (ja oczywiście zapomniałam...). Ponieważ mam piekarnik elektryczny, który długo się nagrzewa, to moje bułki były pieczone ok. 40 minut w temperaturze 180 st. C. Na ciepło były pyszne! Na zimno zresztą też! Dobrze, że zdążyłam fotki pstryknąć. SMACZNEGO!

 

  Ufff... pracowity dzień dzisiaj miałam...

Hi, hi. To ja jutro nic nie robię! 

21:51, rysanka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 18 stycznia 2009

Wczoraj uszyłam sobie siateczkę na zakupy.

To była taka i zabawa i zarazem sprawdzenie swoich możliwości... To tak, jak w muzyce etiudy...Trzeba ćwiczyć i ćwiczyć! Oczywiście maszyna szwankowała, przeskakując ściegi... No cóż, złej baletnicy.. itd. Dobrze, że mogę zwalić na starą maszynę!  Na szczęście mam jeszcze dużo różnych szmatek i mogę sobie ćwiczyć, ile dusza zapragnie! Chyba, że mnie domownicy wyrzucą z domu z tą maszyną!

Jest troszkę pognieciona, bo to taki mój pomysł aby była składana i zapinana.Dzięki temu mieści się w kieszeni i w damskiej torebce. Szczególnie w torebce! I się nie plącze w tej wieeeeeelkiej damskiej torebeczce. A to , jak dla mnie, jest bardzo ważne.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Tak.

Jak każda z nas mam tysiąc pomysłów na minutę!

Dwieście z nich zaczynam robić!

A do finału dochodzi może z pięć....

To jedna z większych prac, robiona już od kilku miesięcy. Niestety. Tak z doskoku... Chyba mam za mało cierpliwości, aby dłubać jakieś większe projekty... A szkoda! 

 to ma być serweta na nowy stolik Moni...   I ona już czeka, i czeka, i czeka...

sobota, 10 stycznia 2009

Mimo braku czasu i dosyć kiepskiej organizacji pracy staram się coś nowego podłubać....

Ostatnim moim "wynalazkiem" została maszyna do szycia!  Stara, zużyta, po przejściach...Ale jest! I szyje! Może nie najlepiej jej wychodzą różne dekoracyjne ściegi, ale idzie na przód.

Wymyśliłam sobie uszyć małą torebkę dla dziewczynki. Miałam kawałek pięknej  tkaninki od Manty w śliczne niebiesko-turkusowe kwiaty na zieloniutkim tle. Cudo. Niestety jedyną wadą było to, że to wiskoza...Cieniusieńka, lejąca się, uciekająca spod igły! Trzeba było ją troszkę usztywnić...  I wymyśliłam sobie pikowanko na ocieplinie... Miesiąc czasu te kwiatki pikowałam... No! taka szkoła przetrwania!

 

 

A tak wyglądała lewa strona pikowania...

 

 

i jeszcze podszewka z kieszonkami...

 

poniedziałek, 20 października 2008

Niby takie to proste...

Tylko od czego zacząć?

Może od moich staroci, co by się nie pogubiły w natłoku....

I żeby potem nie pałętały się i nie plątały niepotrzebnie...

Po prostu wstawię kilka zdjęć, o fatalnej niestety jakości. Robione starymi komórkami                

i w przeważającej części już w drzwiach - kiedy moje wytwory już zmieniały właściciela...

Ale zawsze to jakaś pamiątka!

 

 

 To jest pisanka wyhaftowana przez mojego wówczas dziewięcioletniego syna...

 

  Takie ptaszyska robiłam w zeszłym roku na Wielkanoc. Coś pomiędzy kaczuszkami a kurczaczkami! 

 

 darmowy hosting obrazków          darmowy hosting obrazków

 

 darmowy hosting obrazków    darmowy hosting obrazków

 

 

 darmowy hosting obrazków   darmowy hosting obrazków

 

 

 darmowy hosting obrazków     darmowy hosting obrazków

 

 

 darmowy hosting obrazków     darmowy hosting obrazków

 darmowy hosting obrazków    darmowy hosting obrazków

 

 darmowy hosting obrazków    darmowy hosting obrazków

 

 

 darmowy hosting obrazków     darmowy hosting obrazków

 

 darmowy hosting obrazków    darmowy hosting obrazków

 darmowy hosting obrazków     darmowy hosting obrazków

 darmowy hosting obrazków    darmowy hosting obrazków

 

 

 darmowy hosting obrazków    darmowy hosting obrazków

 

 

 

 

 

1 ... 6 , 7
 
Zegar

Robin's Patchwork